poniedziałek, 7 marca 2016

Rozdział 22.

Harry szybko się ulotnił. Próbuję zbagatelizować poczucie pustki, po tym jak wychodzi, ale zdaje się to być takie trudne. Nie chcę czuć, że tęsknię za nim w sposób w jaki nie powinnam. Nie powinnam go całować, do cholery. 
Chciałabym myśleć, że moglibyśmy zapomnieć o naszym... moim wyskoku i zacząć pracować nad naszą braterską więzią. Co ja mówię. To może być niemożliwe po tym, co pomiędzy nami zaszło. 

***

- Dzisiejszy dzień mnie wykończył. - wzdycha dramatycznie Emma i przeciąga się, po czym zwinnymi susami wbiega po schodach.
- Nastko! - słyszę wołanie mamy. Zjawiam się w progu kuchni i patrzę na nią wyczekująco, kiedy po szybkim spięciu swoich włosów w końcu na mnie patrzy. Kiedy wzdycha i opiera się biodrem o szafkę mogę wyczuć, że nie wie jak zacząć temat, ale sobie nie odpuści.
- Czy pomiędzy tobą a Harry'm wszystko jest w porządku? - ostrożnie kończy.
Oh, nie. 
- W jakim sensie, mamo? 
Cholera. Próbuję marszczyć brwi w najbardziej naturalny, niczego niezdradzający sposób. Nic, co mogłabym ukryć. 
- Cieszę się, że rozmawiacie więcej niż jeszcze dwa tygodnie temu, ale, czy jest jakieś spięcie? 
- Wydaje ci się. - kręcę głową. 
- Wiesz, że możesz mi powiedzieć. 
- Mamo, nie mam czego. - nalegam. Na pewno nie powiem jej o tym, że całowaliśmy się. Ta wiadomość do końca naszego życia musi pozostać pomiędzy naszą dwójką. 
- Eric dużo mi o nim opowiadał. Jest naprawdę człowiekiem z ciężkim charakterem, ale...
- Proszę, możemy o nim nie rozmawiać? - prawie jęczę. 
- Chcę ci tylko powiedzieć, że jedynym czego chcę, to żebyście się polubili. Byli jak prawdziwe rodzeństwo. - wzdycha i chce do mnie podejść, ale się odsuwam. Nie wiem co się dzieje. Nigdy nie byłam tak nieczuła wobec swojej mamy. Wszystko, dosłownie, wszystko się zmieniło, odkąd ta dwójka ludzi wkroczyła do naszego życia. 
- Nie uważasz, że na to jest trochę za późno? - mówię miękko. 
- Po prostu się postarajcie, proszę. To dla mnie... cóż, dla nas jest bardzo ważne. 
Kiwam tylko głową i staram się przyswoić jej słowa w najbardziej możliwy sposób. 

Harry's POV  

Nie wiem co mnie natchnęło na cholerne wyjście z samego rana. Podejrzewam, że chciałam przewietrzenia mojego umysłu. Tak myślę. 
Jedyne, o czym staram się nie myśleć to cholerne usta Anastasii na moich. Jestem tak zbity z tropu, kiedy przypomnę sobie jej odwagę tamtego wieczoru. Wparowała do mojego pokoju i jak gdyby nigdy nic zaczęła się wydzierać o to, że ją zostawiłem na tej chorej imprezie. Chciałem, tak cholernie chciałem powiedzieć jej, że nie obchodziło mnie to, czy ona tam została czy nie, ale jak chujowy dupek przyznałem się, że uważałem, iż wyszła.
Czy to nie ironiczne, że od razu do mnie przyjechała, żeby wyjaśnić moje kolejne chore zachowanie? 
- Uważaj. - burczy za mną głos, kiedy czuję wybicie z transu przez zderzenie się mojego ciała z jakąś mniejszą osobą. Stoję cicho i wgapiam się w nieznajomą, jednak zbyt znajomą twarzą by odejść. Cóż, czuję, że nie odszedłbym za daleko, ponieważ wyciąga do mnie rękę i zatrzymuje mnie, jednak szybko ją wyrywam.
- Co? - tym razem ja gburowato odpowiadam. 
- Harry? 
- Taa. - mruczę. - Cas...
- Cassie. - lekko się uśmiecha i poprawia swoje blond włosy. Wiatr je roztrzepuje, ale ona za wszelką cenę stara się je utrzymać na miejscu. Scena, kiedy włosy Nastki tak samo robiły sobie z niej jaja, przepływa przez mą pamięć i tłumię śmiech, nim wydostanie się on za zewnątrz. 
Kurwa... Czy ja właśnie nazwałem ją 'Nastka'?       
- Życz Anastasii powodzenia. - chce odejść. 
- W czym? 
- Wyjeżdża na Fashion Week? - pyta niepewnie.
Fa.. co? 
- No. - przytakuję, choć ni chuju nie wiem o co chodzi.  
- Więc powiedz jej, że mimo tego, co się wydarzyło pomiędzy nami, wciąż chcę, aby poradziła sobie najlepiej jak potrafi. 
Cholerna scena, kiedy Zayn stawał w obronie tej przede mną zupełnie zniechęciła mnie do niej. Nie, żebym kiedykolwiek indziej ją widział. 
- Nie możesz jej sama powiedzieć? - unoszę brew i czekam, aż mnie wyzwie, jednak tylko wywraca oczami. Albo aż, bo jest to najbardziej irytujący widok. 
- To jak? - pyta. 
- Czy to jest w ten weekend? - zupełnie unikam jej poprzedniego pytania. 
- Taa. Raczej tak, a co? 
- Tu, w Londynie? - pytam dalej. Powinienem przestać nim wyjdę na troszczącego się braciszka. 
- No? Czekaj... nie powinieneś tego wiedzieć? 
Przez chwilę walczę z chęcią powiedzenia jej, że ja jestem tu od zadawania pytań. Okej, resztę dowiem się sam. 
Powoli odwracam się na pięcie dając jej tym samym znać, że skończyłem rozmowę i zamierzam odejść. 
- Przekażesz jej? - nalega. 
- Nie widuję się z nią. - mówię przez ramię i gdy odchodzę mogę usłyszeć jak wzdycha kilkakrotnie podczas jednej, pieprzonej sekundy. 

Anastasia's POV   

Dzwonek w moim mieszkaniu jest tak głośny. Jeszcze do niego nie przywykłam, może dlatego, że prawie w ogóle nie jest on używany. Kiedy podchodzę do drzwi przyłapuję się na tym, iż myślę, że to Harry. Nikt inny tu jeszcze nie przyszedł, ale podczas tej krótkiej chwili nie mogę wymyślić powodu, dla którego mógłby się tu zjawić. 
- Cassie? - wydaję z siebie pisk. Jestem tak bardzo zaskoczona i zdezorientowana, że przyszła tutaj. - Ale jak...
- Adres mam od twojej mamy. - uśmiecha się lekko, kiedy wciąż patrzę na nią. To śmieszne, że każdy dowiaduje się o moim nowym miejscu zamieszkania od mamy. No, prawie każdy. - Co? Nie patrz tak. Musiałam życzyć ci powodzenia. 

***

- Spotkałaś go? - pytam niedowierzająco. 
Cieszę się, że nie jest niezręcznie. Rozmowa przybrała trafny kierunek, nie rozmawiamy o Fashion Week'u, chociaż wiem, że moja radość nie potrwa długo.
- Tak. Straszny z niego... nawet nie mam dobrego określenia. - prawie się śmieje. 
- Ma ciężki charakter. To chciałaś powiedzieć? - pytam. 
- O, właśnie! Chciałam, żeby przekazał ci moje 'życzenie powodzenia'. Cóż, wiem, że wyszło tak, iż przyszłam tu sama, ale inaczej nie dało się tego rozwiązać. Chciałam przekazać to przez niego, bo... bałam się naszego spotkania. Jestem szczera. 
- Rozumiem. - przytakuję. 
Cassie zapewne nie wie ile znaczy dla mnie to, że tu przyszła. Brakowało mi rozmowy z nią i wciąż dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Wyrzuty sumienia podwójne - bo martwiłam się o swoje i brałam na siebie winę Jogimi'ego. 
- Ten miesiąc zleciał tak szybko. - zaczyna. - Patrz, w ten weekend zaczyna się FW. 
- Naprawdę chcesz o tym rozmawiać? - upewniam się.
- Oj, przestań. - karci mnie i pokrywa moją dłoń swoją. - Zabolało mnie to, że Jogim tak po prostu mnie odrzucił, ale Zayn pomógł mi i to bardzo. Jemu zawdzięczam wyjście z tego dołka. 
Kiwam tylko głową. Kiedy otworzę usta boję się, że wyleci z nich coś nieodpowiedniego. 
- Czy ty naprawdę chcesz zerwać kontrakt? 
- Mogę ci powiedzieć coś w tajemnicy? - patrzy w moje oczy.
- Pewnie. - odpowiadam niemal od razu. 
- Chciałam sprawdzić jak bardzo Jogim'owi na mnie zależy. Jak widać - nie bardzo. - śmieje się. Jest to zupełne przeciwieństwo jej jeszcze sprzed kilku tygodni. 
- Zależy mu, tylko...
- Nie, nie zależy. - informuje mnie delikatnie. - Zmieniając temat, czy Harry wybiera się z tobą na Fashion Week? Wydawał się bardzo zainteresowany tym wydarzeniem, kiedy pytał mnie o wszystkie szczegóły. 




___________________________
Dla zainteresowanych: INSTAGRAM EWY WLADYMIRUK (głównej bohaterki) 
Pomoże to w lepszym zobrazowaniu postaci.
Osobiście, uwielbiam tę modelkę. ♥♥♥
Jest i druga sprawa! ----->
 OTÓŻ - POSTANOWIŁAM, ŻE ROZDZIAŁY BĘDĄ POJAWIAĆ SIĘ DWA DNI W TYGODNIU - WTOREK I PIĄTEK! :) 
Kiedy będę planowała zmienić terminy, lub rozdział z jakiś ważnych przyczyn nie będzie mógł pojawić się w określony dzień, oczywiście postaram się o tym poinformować. 
Mam nadzieję, że dotarliście do końca notki! xd 
Bajo. ♥ ☺ 
P.S. A ten rozdział wstawiam dzisiaj, bo jutro nie miałabym okazji :)



*Jeśli przeczytałaś zostaw po sobie komentarz* 

piątek, 4 marca 2016

Rozdział 21.

- Och... okej. - wzdycha. 
Nie mogę przestać go obserwować. Dłońmi pociera o kolana i wygląda jakby chciał powiedzieć coś jeszcze. Tak bardzo jak chcę przeprosić go po raz kolejny za to, że go pocałowałam, tak nie chcę rozpoczynać tego tematu. Ten rozdział został już zamknięty.
- Nasi rodzice znów organizują obiad. - zaczyna. Czuję pustkę w jego głosie, nie wyraża żadnych emocji i to mnie martwi. Wzdycham, i kiedy to robię Harry wstaje. Powietrze między nami jest gęste, a niekomfortowa atmosfera doprowadza mnie do szału. 
- Cóż... dzięki za wiadomość. Ja...
- Będę wychodził. - szybkim ruchem ręki wskazuje drzwi i podąża w ich kierunku. Myślałam, że my... cóż, myślałam, że będziemy mogli się dogadać. 
Nim zdążam powiedzieć cokolwiek, Harry'ego nie ma już w moim mieszkaniu. 

***

- Myślałem, że nie znajdziesz czasu, by przyjść na wspólną kolację. Słyszałem, że przygotowujesz się do Fashion Week'u. - głos Eric'a wybudza mnie z zamyśleń. Stoję oparta o próg, kiedy moja mama krząta się po kuchni Styles jak po swojej. Nie mogę przestać myśleć o tym, że Harry może zjawić się tu w każdej chwili. Przeraża mnie myśl, że w trakcie kolacji przypomnę sobie o jego ustach na moich i zakrztuszę się czy coś. To byłoby niezręczne.
Przez chwilę myślę o czym powiedział do mnie Eric.
- Um... tak. Jest to dla mnie bardzo ważne. Czasem mam dosyć, ale wiem czego się podjęłam. - rzucam uśmiech, a mama na mnie patrzy. 
- Mam nadzieję, że w najbliższym czasie zostaniesz tu, w Londynie. - mówi mi. 
- Nigdzie się nie wybieram, mamo. - uspokajam ją. Wiem, jak bardzo chce mieć mnie na miejscu. 
- Wiem, tylko... Jogimi mówił mi coś o Nowym Jorku... Wiesz jak bardzo ci kibicuję, ale nie chcę też byś była tak daleko ode mnie... cóż, od nas. 
- Narazie się na to nie zapowiada. - mam nadzieję, że skończy ten temat. 
- Skończyłam! - Emma w podskokach wparowuje do kuchni. Jestem jej wdzięczna, ponieważ to ona skupiła na sobie uwagę wszystkich i każdy zdaje się zapominać o czym była poprzednia konwersacja. Emma miętosi w dłoniach kartkę, a ja kątem oka zauważam, jak Harry wchodzi do kuchni. Całą swoją uwagę skupiam na Emmie. 
- Nasza rodzinka jest jak malinka. 
Emma czyta swój wiersz, a po kuchni rozchodzi się śmiech, oczywiście oprócz Harry'ego. 
- Wszyscy się kochają i sobie ufają... 
- Serio? - wtrąca Harry. 
- Daj jej dokończyć. - karci go jego ojciec i z uśmiechem wraca wzrokiem na Emmę. 
- Piją herbatki i lubią kwiatki. Dziś na obiad jest zupa...
- Wszyscy się cieszą i dupa. - dokańcza Harry wywracając przy tym oczami. 
- Harry! - Eric powstrzymuje śmiech, ale zachowuje powagę, kiedy zwraca uwagę synowi. 
- Akurat nie miałam rymu. - wzrusza ramionami Emma. - I jak wam się podoba? Ana? 
- Jest naprawdę fajny. - unoszę kciuka w górę, a ona się uśmiecha. 

***

Zerkam na Emmę, która z uśmiechem grzebie widelcem w swoim talerzu, by znaleźć choć jeszcze jedną fasolkę. 
- Emma, jak w szkole? - pyta Eric. 
- Hm... - patrzy w górę. - Dobrze. Bardzo dobrze, nawet lepiej niż dobrze. - uśmiecha się.
- To dobrze. - Eric się śmieje. 
Dziwne jest dla mnie to, że Emma nie wykorzystuje tego, iż jest tu Harry. Nigdy nie obyło się bez zasypywania go pytaniami, a dziś ledwo co patrzy w jego stronę. Nie zwraca uwagi na jego krótkie prychnięcia, kiedy Emma zagłębia się w opowieściach o dziwnej książce, gdzie lalka Barbie była brunetką, a 'powinna' być blondynką. 
Kolejna opowieść jest o każdym przedmiocie, który miała dzisiaj. Totalnie się wyłączam i staram nie skupiać na tym, że czuję na sobie wzrok Harry'ego. 
Czuję kopnięcie w nogę, potem drugie. Rozglądam się wokół; wszyscy oprócz Harry'ego skupiają się na Emmie. Staram się olewać jego głupie zagrywki, ale staje się to niemożliwe, gdy jego długie nogi raz za razem popychają moje krzesło. Chcę powiedzieć mu, żeby zajął się swoim talerzem, ale zamiast tego odsuwam się i skupiam w pełni na jedzeniu. Nie chcę żadnej konfrontacji z nim w miejscu, gdzie przebywamy z mamą, Eric'em i Emmą. 
- Co powiecie na kino? - proponuje Eric.
- Myślę, że to dobry pomysł. Do tej pory nie spędzaliśmy wspólnie czasu w ten sposób. - uśmiecha się mama. Oboje patrzą na nas z wyczekiwaniem.
- Kino? Odpadam. - Harry mówi od niechcenia. Kątem oka zauważam jak Emma prycha.
- Wszystko jedno. Czemu nie? - dodaję.
- Będzie fajnie! - krzyczy Emma i odsuwa z piskiem swoje krzesło od stołu. - To na co idziemy? 
Uśmiecham się na jej entuzjazm. Mój wzrok niechcący krzyżuje się ze wzrokiem Harry'ego.
- Dobra. Miejmy to już za sobą. - wzdycha chłopak. Opuszczam wzrok, kiedy widzę jak mama patrzy na mnie ze zdezorientowaniem.

***

- Myślałem, że to cholerstwo nigdy się nie skończy. - Harry narzeka jak zwykle i przeciera swoje oczy, kiedy wychodzimy z ciemnego pomieszczenia. 
- Ten pan... och, nie. Ten pan ukradł tego ptaka i myślałam, że go nie odda. - przeżywa Emma.
- Bajki zawsze kończą się szczęśliwie. - komentuje Harry i patrzy na Emmę, jednak ta odwraca wzrok jakby niczego nie słyszała. 
Dziwne. 
Staram się zachować jak najwięcej przestrzeni pomiędzy mną a Harry'm. Wydawało się to niemal niemożliwe, kiedy dzieliło nas tylko jedno krzesło. Harry powiedział, że 'nie usiądzie z ludźmi, którzy w trakcie zaczną płakać, albo krzyczeć', więc zachował tak jakby dystans. 
- Ten dzień jest taki inny. - uśmiecha się mama.
- To znaczy? - pytam i obserwuję, jak Emma próbuje odczytać co jest napisane na plakacie. 
- Jesteśmy tu całą rodziną. Nawet jest tu Harry. - dokańcza szeptem. 
Rodzina. 
Czy my jesteśmy typową rodziną? Minął miesiąc odkąd zobaczyłam tych ludzi u siebie w domu, ale nie potrafię nazwać ich rodziną. Lubię Eric'a... cóż, powinnam zwracać się do niego tato, ale coś mnie odciąga. Nie potrafię nazwać Harry'ego bratem, a tym bardziej stało się to dla mnie cięższe od naszego pocałunku. Gdyby moja mama i Eric dowiedzieli się o tym, wolałabym nie pokazywać im się już nigdy więcej. 
- Tak, tak, TAK! - z mojego stanu zamyślenia wyrywa mnie podekscytowany krzyk Emmy. - Wesołe miasteczko! 
- Nie, cholera, nie. To już za dużo. Idę do domu. - rzuca Harry i chce się oddalić, ale Eric zatrzymuje go. 
- Zaproponowałem to zbyt pochopnie. O tej godzinie może nie być już tylu atrakcji. 
Mina Emmy smętnieje, ale Eric natychmiast zapewnia ją, że w najbliższym czasie wybierzemy się tam wszyscy. 
Siadamy przy pięcioosobowym stoliku, a potem Eric i mama nas zostawiają. Prawie zrywam się z krzesła, by do nich dołączyć, ale wiem jak głupio by to wyglądało. 
Próbuję powstrzymać chichot, kiedy Emma przysuwa się do mnie, tym samym zwiększając przestrzeń pomiędzy nią a Harry'm. 
- Obraziłaś się czy co? - pyta jej, widocznie zirytowany. 
- Nie. - fuka. Jest śmieszna kiedy się złości. 
- Cholera. Ja ci nic nie zrobiłem. - prycha i dostrzegam, jak wywraca oczami. 
Emma zachowuje się tak, jakby nikt nic do niej nie mówił. Rozgląda się wszędzie, żeby tylko nie natknąć się wzrokiem na Harry'ego. Po uprzednim zapytaniu mnie, czy może pochodzić po galerii w zasięgu mojego wzroku, odchodzi od nas, a mnie przeraża myśl, że zostałam z Harry'm sam na sam. Staram się oddychać jak najciszej i utwierdzić się w przekonaniu, że tak naprawdę mnie tu nie ma. Wszystko na nic. Kiedy chłopak pochyla się nad stolikiem, niepewnie na niego patrzę. 
- Anastasia. - szepcze.
Chcę powiedzieć mu, żeby nic nie mówił i nie zwracał się do mnie pełnym imieniem, ale kiedy dostrzegam naszych rodziców idących tutaj, uciszam się i mam nadzieję, iż Harry sobie odpuści.  
- Jak sobie chcesz. Tylko następnym razem do mnie nie lgnij. 
Patrzę w jego zimne oczy. Nie chcę nic mówić; nic nieodpowiedniego, lub czegokolwiek. Zagryzam wargę i tracę kontakt z jego tęczówkami, przenosząc wzrok na mamę. Od razu tego żałuję, gdy z lekkim niepokojem spogląda na nasze osoby, a po chwili zmienia wyraz twarzy na neutralny. 



__________________________________
Cześć! 
Co Wy na to, aby ustalić jeden, konkretny dzień dodawania rozdziałów? Tak byłoby najlepiej dla mnie no i może dla Was. Ustabilizowałabym swój czas i w określone dni wstawiała dla Was rozdział. Dajcie znać w komentarzach. 


 
 *Jeśli przeczytałaś zostaw po sobie komentarz*

sobota, 20 lutego 2016

Rozdział 20.

Czuję opór, który Harry stawia, gdy moje usta spoczywają na jego. Nie wiem co robię, ale wydaje się to zbyt kuszące by przestać. Napieram na niego bardziej i dziwię się, kiedy rozchyla swoje wargi by oddać pocałunek. Jestem oszołomiona; nie wiem co się dzieje. Czuję tylko bliskość Harry'ego i to jak przedostaje się językiem między moje wargi. Z trudem powstrzymuję jęk, kiedy język chłopaka ociera się o mój powodując, że zwiększam tępo pocałunku. 
- Nastka. - dyszy. 
Nie potrafię przestać chociaż wiem, że powinnam. Niezdarnie usadawiam się na jego kolanach i popycham go na łóżko tak, że znajduję się nad nim. Swoje dłonie opieram na jego torsie i czuję jak palcami trzyma moją koszulkę na biodrach co chwila zaciskając na niej palce. Muszę przyznać, że uczucie jest niebiańskie. Zapamiętuję każdy ruch jego języka - każde przeciągłe liźnięcie, każdy trzepot. Doprowadza mnie to do wariacji. 
- Harry. - jęczę. 
Odrywam się od jego warg i przez chwilę patrzę w jego dzikie oczy. Oddychamy ciężko, kiedy unoszę się z rękoma na jego klatce i patrzę na niego z góry.
- Nie wierzę w to, że jesteś moim bratem. - szepczę. 
- Co? 
- Nie wierzę...
- Usłyszałem, tylko... czemu w to nie wierzysz? - marszczy brwi. Stawiam opór, kiedy próbuje mnie z siebie zdjąć, dlatego kiedy poddaje się, jestem usatysfakcjonowana. 
- Po prostu. - zagryzam wargę i zniżam się, żeby ponownie przywrzeć do niego ustami, lecz odpycha mnie lekko. Grymaszę, gdy ląduję na łóżku. Patrzę jak Harry wstaje i przebiegając dłonią po swoich włosach chodzi po pokoju. Niepokoją mnie jego ruchy. 
- Harry? - pytam delikatnie. Nie chcę, aby zaczął mnie obrażać i mówić rzeczy przez które żałowałabym tego, co zrobiłam. Ta chwila była zbyt piękna i nie chciałabym, aby jego niewłaściwe słowo zepsuło ten urok. 
- Nie powinniśmy. - kręci głową. Nie patrzy na mnie, a ja nerwowo zaczynam bawić się palcami. Czuję jak łzy cisną mi do oczu. - Cholera, czemu w ogóle to zrobiłaś? - zwraca się do mnie. Unoszę głowę do góry i gdy zauważam, że wpatruje się we mnie intensywnie, szybko spuszczam wzrok.
- Nie wiem... - szepczę. - Ale przecież... przecież ty też...
- Wiem, kurwa wiem. - ponownie zaczesuje swoje włosy. 
Wzdycham kilkakrotnie i próbuję coś powiedzieć, ale nic sensownego nie przychodzi mi do głowy. Jak mogłam pocałować swojego brata? Brata, który jest tak seksowny, że nie mogłam się oprz... Przestań Anastasia.
Czuję jakby alkohol w całości ze mnie wyparował i dopiero teraz zdaję sobie sprawę z powagi sytuacji. Mogłam myśleć bardziej rozważnie, a wtedy oboje nie mielibyśmy przeze mnie problemu. 
- O czym myślisz? - postanawiam zapytać. Harry'ego klatka unosi się i opada znacznie szybciej niż zazwyczaj. 
- Myślę, że powinienem cię odwieźć do domu. - wzdycha.  
- Och... - nie wiem co powiedzieć. 
Zerkam w stronę Harry'ego; patrzy on w inną stronę, kiedy wstaję i poruszam się w stronę wyjścia.
- Co ty robisz? - mierzy mnie wzrokiem. Nie potrafię mu spojrzeć w oczy, jeszcze nie teraz.
- Jedźmy. - wzruszam ramionami. 
Droga jest taka jaką sobie wyobrażałam. Biję się z myślami i chociaż przeszkadza mi to bardzo cieszę się, że Harry się nie odzywa. Moja wizyta u niego nie mogła skończyć się dobrze. Prędzej czy później Harry zepsułby ją, ale w tym przypadku byłam to ja. Jestem idiotką, bo nie potrafię odmówić moim największym pokusom. Jest mi strasznie głupio, że go pocałowałam, ale nigdy nie będę tego żałować. 
Nigdy.
Jestem tak daleko myślami od rzeczywistości, że nawet nie zauważam, że Harry jedzie do domu mojej mamy. Nie będę mu o tym przypominać. Mam nadzieję, że nie wyglądam jak dziewczyna, która dzisiejszego wieczora ledwo co trzymała się na nogach. Jeszcze tego mi brakuje, żeby tłumaczyć się mojej mamie. 
Na moje szczęście samochód zatrzymuje się i jestem gotowa by wysiąść. 
- Anastasia... - zaczyna Harry, lecz przerywam mu.
- Nic nie mów. - kręcę głową i otwieram drzwi. - Dzięki. 
Niemal wypadam z samochodu. Nie jestem gotowa na to, by usłyszeć jak zatrzaskuje drzwi, dlatego kiedy to robi przyspieszam kroku i niemalże wbiegam przez drzwi. 
- Przyszłaś! - krzyczy Emma i podbiega do mnie, ale odsuwam ją i pędzę do swojego pokoju.
- Anastasia! - słyszę wołanie Harry'ego, ale postanawiam na nie nie reagować. Nieważne jak dziwnie to wygląda; - ja - uciekająca przed nim, a on za mną idący. Nie wiadomo jak bardzo dziwne wydaje się to być, nie myślę o tym. Jedyne o czym marzę to to, żeby nie przyszedł za mną i tutaj. 
- Czy mamy gościa? - słyszę moją mamę z dołu.
- Będę już wychodził. - jedyne co mówi, a potem słyszę zatrzaskujące się drzwi. 

***

Okropnie mi ulżyło, że mama w ciągu tych dwóch dni nie zapytała o co chodziło z tą całą scenką. Może nie zbyt rzuciło się w oczy nasze dziwne zachowanie? Mam nadzieję, że tak. 
Nie przestawałam myśleć o Harry'm i o tym, jak jego usta idealnie wpasowywały się w moje. Znacznie łatwiej było mi, kiedy nie widziałam go ani razu od tego niefortunnego wydarzenia. Tak będzie lepiej dla mnie jak i dla niego. Zapewne opowiedział o wszystkim Rebecce i oboje mają o czym konwersować. Naprawdę nie mam się czym przejmować. 
- Jestem rozczarowany. - wzdycha Jogimi i odkłada aparat fotograficzny na stolik obok. Zagryzam wnętrze policzka i patrzę jak chowa twarz w dłoniach.
- Ja też. - przytakuję.
- Ty? Masz jakiś powód? 
- Oczywiście. Bierzesz mnie na Fashion Week, a Cassie nie. - dokuczam mu. 
- Skończ już, okej? - mówi szybko. Śmieję się i przebieram w swoje ciuchy. 
- Naprawdę zostały tylko cztery dni do FW? Nie mogę w to uwierzyć. - mówię. 
- Ja też. Cóż... wierzę, że sobie poradzisz. Ćwiczyliśmy wystarczająco długo i mam nadzieję, że zapamiętałaś rzeczy o których ci mówiłem.
- Taa... chyba tak. Jak coś to powtórzysz. - chichoczę, kiedy próbuje rzucić we mnie ubraniem zwiniętym w kulkę. 
Po krótkim pożegnaniu jestem gotowa do wyjścia. Ściska mnie w żołądku, gdy pomyślę sobie o zbliżającym się ważnym weekendzie. Będzie to dla mnie nowe doświadczenie i mam nadzieję, że Jogim pomoże mi się w tym odnaleźć.  
Wychodzę z BigBrity i wpadam na wysoką postać, która lokuje się przede mną. 
Harry. 
- Boże, co ty tu robisz? - jęczę. 
- Stoję. - wzrusza ramionami. 
Wywracam oczami i wymijam go, by iść w stronę mojego mieszkania. Nie chciałam, żeby Harry tu przychodził. Byłam na dobrej drodze unikania go i nie chcę by zburzył wszystko, nad czym pracowałam przez te dwa dni. 
Harry podąża za mną przez całą drogę i nie wiem jak się z tym czuć. 
- Potrzebujesz czegoś? - zostawiam otwarte drzwi i decyduję się wpuścić go do mieszkania. 
- Nie. Sądzę, że musimy o czymś porozmawiać. 
- Nie powinniśmy w ogóle rozmawiać. Minęło za mało czasu i ja...
- Muszę wiedzieć co planujemy z tym zrobić. - mówi. 
Co?
- Nic nie da się już zrobić. Na to jest już za późno, Harry. - wzdycham i wchodzę do salonu. Siadam na nowo zakupionej kanapie i biorę w dłonie czerwoną poduszkę. Harry przychodzi za mną i chwilę stoi, nim daje ulecieć niezręczności i siada niedaleko mnie. Cieszę się, że zachował choć odrobinę przestrzeni. 
Widzę, że chce coś powiedzieć, jednak zatrzymuję go ruchem ręki.
- Przepraszam. - zaczynam. - Po prostu... nie powinnam tego robić. Zapomnijmy o tym. - niepewnie patrzę na niego. Gdybyśmy byli w innych okolicznościach pomyślałabym, że został zraniony. Ale jest to niemożliwe. 
- Och... okej. - wzdycha. 

__________________________

Witam w weekend. Nie wierzę, że to już prawie koniec soboty... -,- czas mija tak szybko...
Dodaję Wam takie byle-co-na-szybko, bo aktualnie nie mam weny, ale musiałam dodać ten rozdział :P
 Do not kill me.



 *Jeśli przeczytałaś zostaw po sobie komentarz*

środa, 17 lutego 2016

Rozdział 19.

Wracam z sesji i niechciane za i przeciw pojawiają się w mojej głowie, kiedy tylko pomyślę o imprezie na którą aktualnie się spieszę. Jestem nieco zdenerwowana, bo prawie każde z naszych spotkań - moich i Harry'ego - kończą się kłótnią. To oczywiste, że nie chciałabym, aby było tak i teraz. 
Tym co mnie pociesza jest fakt, iż Harry przyznał, że nie będzie Rebecci. Naprawdę zaczyna działać mi na nerwy i chcę oszczędzić spędzanie z nią czasu najbardziej jak to możliwe. Poprawiam rozwianą grzywkę i wbiegam do mieszkania. Sesja trwała dłużej niż zazwyczaj, ale nie narzekam, dopóki mam blisko. Na Jogima szczęście nie wszczęliśmy rozmowy o Cassie, bo nie wiem czym by się do skończyło. Szczerze? Ograniczałam słowa do minimum, by jak najszybciej stamtąd wyjść. Po dłuższym namyśle decyduję się na czarne rurki, które sięgają mi przed kostki i biały top z krótszym przodem i dłuższym tyłem. Wykańczam czarnymi converse i zabierając czarną, skórzaną kurtkę, wybiegam z mieszkania zamykając drzwi. 

***

Dym ponownie drażni moje nozdrza, kiedy przekraczam próg klubu. Muzyka jest jakby głośniejsza, ale nie zwracam na to uwagi. Jestem skupiona tylko na tym, aby znaleźć Harry'ego. Szczerze mówiąc, miałam odrobinę nadziei, że zaproponuje podwózkę. Nie żeby mi na tym jakoś specjalnie zależało, ale... dobra, nie mam wytłumaczenia. 
Wydaję z siebie dźwięk między zakrztuszeniem się, a kaszlem, gdy widzę siedzącą Rebeccę na kolanach Harry'ego. Czuje, że bije ode mnie rozczarowanie, kiedy stoję jeszcze przez chwilę w miejscu. Zatapia swoje pazury w długich włosach Harry'ego, które za każdym razem imponują mi bardziej. Jej uśmiech jest zadziorny i z tej odległości potrafię dostrzec, iż jest zalana. Już. Moja podświadomość podpowiada mi, aby opuścić wnętrze klubu i nie przejmować się tym, że zostałam zaproszona, ale nogi utrzymują mnie w miejscu. Same jego wczorajsze zaproszenie mnie zachęciło. Sam fakt, że tu jest sprawia, iż chcę przebywać w tym samym miejscu co on. Czuję dziwne przywiązanie do jego osoby i dziwnie się z tym czuję. Wiem, że to nie na miejscu. 
Decyduję się podejść i kiedy staję obok nich wymuszam uśmiech nawet zanim na mnie patrzą. Odchrząkuję i patrzę tylko na Harry'ego, kiedy oboje w jednej chwili na mnie patrzą. Kątem oka zauważam zirytowanie Rebecci na moją osobę i teraz wiem, że dotychczasowe miłe zachowanie wobec mnie było wymuszone i fałszywe. 
- Co ona tu robi? - rzuca. Obie z podobnym napięciem czekamy na jego odpowiedź. Jeśli powie 'nie wiem' lub coś w ten deseń, obiecuję, że wyjdę stąd nie zwracając na nic uwagi. 
- Tak jakby... ją zaprosiłem. - odzywa się.
- Zaprosiłeś? - drwi. - To po co zapraszałeś mnie? 
Co? 
W dramatycznym geście schodzi z jego kolan, a ja lekko wzdycham, kiedy Harry próbuje ją uchwycić. 
- Powiedziałem: jak chcesz to możesz przyjść. Poza tym mówiłem ci o tym tydzień temu. - tłumaczy. 
Nie wiem co sądzić. Czuję się dziwacznie, kiedy za każdym razem oglądam ich razem. Są tacy... uh, jeszcze nie znalazłam odpowiedniego określenia. 
Rebecca mruczy coś pod nosem, a Harry unosi na nią brew. Zdaje się być tak samo rozbawiony jak ja. Patrzy na mnie i rzuca lekki uśmiech, który - pomimo mojej niechęci - odwzajemniam. 
- Kochanie, przyniosę nam drinki. - ton jej głosu zmienia się diametralnie i ściska Harry'ego bicepsa. 
- Ja pójdę. 
Chcę zaprzeczyć, ale ku mojemu nieszczęściu Harry odchodzi. Chciałam powiedzieć mu, żeby nie zostawiał mnie z Rebeccą, bo obiecuję, że zwariuję. Jeśli powie choć jed...
- Więc... lecisz na Harry'ego? - pyta uśmiechając się głupkowato. Przyznam szczerze, że przyłapuję się na pragnieniu co do strącenia z niej tego rozbawienia.
- Co?
- Słyszałaś. - śmieje się. - Po prostu nie udawaj głupiej. Która normalna laska chodzi za zajętym facetem?
Przetwarzam to co mi mówi.
- On jest moim bratem. - wywracam oczami.
Jej uśmiech rośnie.
- Poza tym, chyba nie chcesz nazwać waszej chorej relacji związkiem, hm? - pytam pełna sarkazmu.
- Najważniejsze, że doprowadza mnie do najlepszego orgazmu jaki kiedykolwiek miałam. - skubie swoją wargę. - A co do naszego związku... to chyba nie twoja sprawa?
Na szczęście nie muszę odpowiadać, bo koło nas zjawia się Harry z trzeba drinkami w ręku.
- Ja nie piję, dzięki. - mówię mu, zanim zdąża mi go podać.
- Czemu? - unosi brwi ku górze. - Weź przestań, to tylko jeden. - zachęca.
- Widać, że to nudziara. - prycha Rebecc'a gdzieś za Harry'm. Chłopak patrzy na nią przez sekundę i jestem dziwnie zadowolona, że jego wzrok jest jak 'zamknij się'.
- Okej. - odbieram go od niego. Chcę pokazać Rebecc'e, że nie jestem taką, za jaką ona mnie uważa. Poza tym, na poprzedniej imprezie także piłam. Jeden niczemu nie zaszkodzi.
Nie utrzymuję wzroku na żadnym z nich, kiedy w szybkim tempie opróżniam swojego drinka. Harry patrzy na mnie zaskoczony, a ja posyłam mu pytający wzrok.
- Pewnie tylko mi się wydawało, że nie chciałaś drinka. - droczy się. Uwielbiam, gdy jest w dobrym humorze. W sumie... jest to pierwszy raz, ale i tak to uwielbiam.
- Pewnie tak. - chichoczę i nieświadomie zagryzam wargę . Rebecca coś fuka, a Harry utrzymuje na mnie intensywny wzrok.
- Cóż... dobrze, że jesteśmy przy barze. Barmani zdążą przynosić ci twoje zamówienia. - nabija się, ale nie przeszkadza mi to, dopóki z jego twarzy nie zniknie znak rozbawienia. Chcę uderzyć go żartobliwie w ramię, ale nie wiem czy to na miejscu, więc się powstrzymuję.
Wypijam kilka kolejnych drinków w przeciągu kilkunastu minut, a głowa wydaje się być cięższa. Śmieję się z byle czego i obserwuję ludzi, którzy potykają się. Jestem wdzięczna, że zostaliśmy przy barze - nie dlatego, że mam blisko do moich zamówień, ale dlatego, że mogę spokojnie oprzeć się o ladę i mieć gdzie siedzieć. Nie ruszyłam się ani razu i nie przeszkadza mi to, bo Harry jest obok. Jedynie Rebecci mogłoby zabraknąć.
- Chcesz jeszcze? - pyta głupio Reb. Reb? Boże, naprawdę za dużo wypiłam.
- Nie. - bełkoczę.
- Masz rację. - kiwa głową Harry.
Poprawiam się na krześle i niekontrolowanie pochylam się w tył. Gdyby nie szybka reakcja Harry'ego, na pewno leżałabym na ziemi, a upadek z tak wysokiego krzesła na pewno nie byłby przyjemnym.
- Uważaj, co? - śmieje się. Nic nie poradzę na to, ale śmieję się razem z nim. Zerkam na swoje paznokcie i nadal chichoczę przypominając sobie, gdy ręka Harry'ego chwyciła mnie za ramię.
- Co to do cholery było? - szepcze niezbyt cicho Rebecca. Musi popracować nad cichym mówieniem.
- Dziewczyno, runęłaby z takiej wysokości. - tłumaczy.
Przenoszę swój wzrok na niego i widzę jak się uśmiecha.
- Nie nabijaj się. Każdemu się zdarza. - rzucam. Rebecca wywraca oczami na mój rozbawiony ton i wiem, że jest poirytowana, bo Harry nie poświęca jej wystarczająco dużo uwagi.
Wzdycham z ulgą, kiedy dziewczyna zamierza odejść. Przesadnie kręci tyłkiem i odwraca się w stronę Harry'ego, który najwyraźniej nie wie co ma zrobić. Zostań, chcę powiedzieć.
- Zaraz wracam. Zostań tu.
Otwieram usta, by coś wtrącić, jednak oboje znikają za ogromnymi drzwiami, które nie są wyjściem z klubu. Poszłabym za nimi, ale naprawdę nie chce wiedzieć co zamierzają zrobić. Mój dobry humor mnie opuścił. Wiedziałam, że to nie jest dobry pomysł, by kiedykolwiek tu przyjść. Palcem kreślę coraz to większe kółka na ladzie, a potem znów wracam do małych rozmiarów. Och.
- Jesteś tu sama? - pyta słodki głos za mną. Nie jestem pewna, ale chyba należy do chłopaka. Patrzę w górę, by zdefiniować kto do mnie mówi. Jest to bardzo przystojny brunet, o bardzo wyrazistym uśmiechu. Jego oczy są bardzo błękitne i uśmiechnięte.
Chwilę zajmuje mi zanim odpowiadam.
- Tak... Uh... nie, nie wiem. - plączę.
- Okej, nie wnikam. - śmieje się. - Tańczysz? - wskazuje kciukiem w stronę tłumu. Chcę zostać ze względu na słowa Harry'ego, ale przeczę sama sobie i jemu. Odchodzę z chłopakiem, który ciągnie mnie za rękę.
- Jestem Luke - uśmiecha się. Ma kilkudniowy zarost, który dodaje mu uroku, a zarazem wizerunku bad boy'a. 
- Anastasia. Ale mów mi Nastka lub Ana. - odpowiadam tym samym. Śmieje się i kiwa głową.
Po kilku chwilach jego taniec nie jest już taki niewinny jak jeszcze sekundy temu. Odwraca mnie tyłem do siebie i przenosi dłonie na moje biodra, lekko zaciskając na nich palce. Gdyby nie wpływ alkoholu na moje wszystkie komórki, z pewnością bym na to nie pozwoliła. Zacznijmy od tego, iż w ogóle nie poszłabym tańczyć. Jestem zdezorientowana, nie wiem jak się poruszać, ale zdaję się na swój instynkt i poruszam biodrami, śmiejąc się.
- Pójdziesz ze mną na górę? - pyta tuż przy moim uchu.
- Co?
Usłyszałam za pierwszym razem, ale nie mogę w to uwierzyć.
- Pytałem czy...
- Spadaj koleś. - odpycham jego klatkę piersiową. Jestem pijana, oburzona i zaczyna kręcić mi się w głowie. Czuję jakby minęły lata, kiedy wydostaję się z tłumu i odnajduję 'swoje' miejsce przy barze, które niefortunnie jest już zajęte. Kiedy się odwracam niemal wpadam na Rebeccę, która jest gorzej pijana ode mnie. Ledwie co trzyma się na nogach. Gdzie jest Harry? To samo pytanie zadaję jej.
- Wyszedł. - wzrusza ramionami i oczywiście ma na twarzy głupi uśmieszek.
- Co?
- Co cię tak dziwi? Zrobiliśmy to co trzeba i nie było sensu by siedział tu taki znudzony. - śmieje się.
- A ty co? Wykorzystasz to, że go nie ma i pójdziesz do innego? Jesteś... Jesteś nienormalna. - rzucam. Jej żmijowaty śmiech wbija mnie w ziemię. Irytuję się coraz bardziej; przede mną stoi Rebecca, do tego zachowuje się jak typowa szmata, Harry wyszedł, jestem pijana i nie wiem co mam robić.
Jestem gotowa by kogoś uderzyć, a pierwszą osobą, która przychodzi mi na myśl, jest Rebecca. Kelner podchodzi do nas z tacą i podsuwa drinki. Biorę jednego, chwilę przed tym myśląc, lecz opróżniam całą zawartość i odstawiam z powrotem kieliszek na tacę, a kelner nieco onieśmielony odchodzi. Ja także mam taki zamiar.
- Dokąd to? - czuję uścisk na nadgarstku, który w natychmiastowym tempie odwraca mnie w stronę Rebecci. Ma zaciśniętą szczękę i ostrym spojrzeniem próbuje mnie onieśmielić.
- Puszczaj. - wyrywam się.
- Jedyną osobą, która powinna za nim jechać jestem ja. - wskazuje na siebie. Nic nie odpowiadam, za to odwracam się na pięcie i toruję sobie drogę do wyjścia.
- I tak cię nie zechce! - słyszę za sobą. Zlewam ją i jej słowa, a podmuch wiatru orzeźwia mój umysł. Harry wyszedł. Zaprosił mnie tu, a potem wyszedł, kiedy skończył z Rebeccą to, cokolwiek robili.

***

Wychodzę z taksówki, która podwozi mnie pod sam dom Harry'ego. Przeklinam pod nosem, kiedy potykam się zamykając drzwi. Nie obchodzi mnie to, czy Eric jest w domu. Otwieram drzwi i wpycham się do środka. W domu jest ciemno, więc chyba Harry'ego ojciec jest nieobecny. Nie chciałabym, żeby widział mnie pijaną. Po uporaniu się z ogromnymi schodami w końcu dochodzę na górę i śpieszę do Harry'ego pokoju, niemalże od razu do niego wpadając. Odwraca się w moją stronę, a jego wyraz twarzy mówi sam za siebie, że się mnie tu nie spodziewał.
- Co ty sobie wyobrażasz? - staram się mówić wyraźnie i nie zachowywać jak naburmuszona i pijana. Chociaż wiem, że można byłoby mnie opisać tylko tymi dwoma słowami. - Zapraszasz mnie, a potem sobie tak po prostu idziesz?! - wrzeszczę. 
Cholera. Nie pojmuję swojego stanu, ale znów zachował się jak totalny dupek. Nikt nie wytrzymałby na moim miejscu. Harry otwiera usta, by coś powiedzieć, ale wyprzedzam go. 
- Poszedłeś z Rebeccą. Cholera, powiedziałeś mi, że jej nie będzie! Nie wiem jak mogłam w to uwierzyć. Myślałam... myślałam, że...
- Myślałaś, że co? 
- Że... że chcesz spędzić czas tylko ze mną. - kończę cicho. Prycha na moje słowa.
- Powiedziałeś mi tak wczoraj! Pamiętam! 
- No pewnie. - rzuca. Jego głos jest zgryźliwy. Znów zachowuje się jak dupek. Jest nim. Harry jest dupkiem - mówię to nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni.
- Znów stajesz się idiotą! Kiedy myślałam, że możemy być normalnym rodzeństwem, które normalnie się zachowuje, potrafi ze sobą rozmawiać ty... wywijasz taki numer. Narobisz mi nadziei, a potem zamieniasz się w tego prawdziwego Harry'ego. Po co do cholery do mnie wczoraj przyłaziłeś?! - krzyczę. Nie potrafię się opanować, a mój nietrzeźwy stan tylko mi to utrudnia.
- Posłuchaj mnie. - mówi już lekko poirytowany.
- Nie Harry, wychodzę. Mam cię już dosyć. - macham ręką.
- Cholera poczekaj. Czemu nie dasz sobie nic powiedzieć? - wywraca oczami. Staję z powrotem na swoim miejscu i otrzymuje ode mnie chwile na wyjaśnienia. Zanim zaczyna mówić, ponownie go wyprzedzam i odzywam się:
- Poza tym spędzałeś cały czas z Rebeccą.
- Jest moją dziewczyną.
Powstrzymuję się przed powiedzeniem mu kilku słów na temat ich relacji, ale powtarzałam to zbyt wiele razy.
- Kurwa. Dasz mi coś w końcu powiedzieć czy nie?
Patrzę tylko na niego, więc wygląda jakby chciał kontynuować.
- Wyszedłem z Rebeccą, by... dobra, to jest kuźwa najmniej ważne. Ale gdy wróciłem ciebie już nie było. Myślałem, że wyszłaś. - wzrusza ramionami. Miękną mi kolana na jego spokojny głos.
- Jak mogłam wyjść, skoro mnie zaprosiłeś? Kazałeś mi czekać, więc czekałam.
- Więc gdzie byłaś? Chyba nie na tym samym miejscu gdzie kazałem ci czekać? - rzuca sarkastycznie.
- Byłam... cóż... wyszłam do łazienki. - kłamię. - Poza tym, wyszedłeś sobie gdzieś z Rebeccą, a mnie zostawiłeś od tak. Miałam prawo się ruszyć, nie uważasz?
Harry tylko ciężko wzdycha. Wiem, że go irytuję swoim zachowaniem, ale on mnie także swoim. Niesprawiedliwe jest to jak mnie traktuje. Nie chcę być przedmiotem, który może odkładać sobie kiedy chce.
Zamykam oczy i biorę głęboki oddech.
- Może usiądź, co? Nie chcę żebyś zemdlała czy coś. - widzę jak walczy z uśmiechem. Podchodzę do jego łóżka i siadam na nim. Próbuję nie myśleć o tym, że chłopak usiadł zaraz obok mnie. Zerkam na niego. Nie wiem czy powiedziałam mu wszystko co tak naprawdę chciałam, ale wyjaśnił mi większość. Przynajmniej usatysfakcjonował mnie tym, że wrócił do domu, pomimo tego, że Rebecca została w klubie. Prawda czy nieprawda, narazie mnie to nie obchodzi. Patrzy na mnie co chwilę i wdycha głośno powietrze. Nie dokładnie wiem co robię, kiedy kładę dłoń na jego udzie, by móc oprzeć się i zbliżyć do niego. Pochylam się w jego kierunku i pod wpływem chwili przyciskam swoje usta do jego.

_______________________________

Dziękuję za 10 000 wyświetleń! ♥ 



 *Jeśli przeczytałaś zostaw po sobie komentarz*

piątek, 12 lutego 2016

Rozdział 18.

Nie wiem co się dzieje. Emma zbiega szybko po wysokich schodach i zamieram, kiedy potyka się i o mało co się nie wywraca. 
- Mamo! - płacze. 
Cholera, nie wiem co mam robić. Wróciłbym do swojego pokoju jak gdyby nigdy nic, ale gdy widzę Emmę w rozsypce, totalnie nie potrafię tego zrobić. 
Jak to możliwe, że nikt wcześniej jej o tym nie powiedział? Nie zastanawiało jej to, że jacyś nieznani ludzie wkroczyli do jej życia. To wszystko jest takie dziwnie pojebane. 
- Kochanie. - oboje z moim ojcem wychodzą z kuchni. Widzę zdezorientowanie w ich oczach, kiedy bez przerwy powracają wzrokiem to na mnie to na Emmę. Victoria przytula ją do swojego boku. Nie wiem czy mam się odzywać. - Co się stało? 
- Harry, co zrobiłeś? - warczy w moją stronę ojciec. Odwracam od niego wzrok i patrzę na ścianę. Biorę głęboki oddech zanim mówię:
- Cholera, nic. 
Przebiegam palcami po włosach i staję się bardziej poirytowany. Nie potrafię spojrzeć na to dziecko. 
- Mamo... - szlocha. - Czy on mówił prawdę? - płacze. 
Wszyscy już wiedzą o co chodzi. Widzę ból w oczach Victorii. To nie moja wina, że nikt przedtem jej o tym nie powiedział. Mogli mnie przynajmniej ostrzec. 
- Kurwa... Nie chciałem... - warczę, kiedy tata zawiesza na mnie swój pełen złości wzrok. 
- Wszyscy jesteśmy rodziną? Gdzie tata? 
Dostrzegam jak wszyscy się spinają. Emma ryczy, ja nie wiem o co chodzi. Cholera, świetnie. 
- Harry... - zaczyna mój ojciec, ale przerywam mu. Nie będzie się na mnie wyżywać. Bo co kurwa, o niczym nie widziałem? To oczywiste, że trzymałbym gębę na kłódkę, gdybym tylko wiedział, że to jakaś tajemnica. 
- Nie, kurwa nie. 
- Nie przeklinaj. - cedzi przez zęby. Nie obchodzi mnie to w tej chwili.
- Może ktoś raczyłby mi wcześniej o tym powiedzieć, skoro zamierzaliście to trzymać w tajemnicy? Skąd mogłem wiedzieć, że ona o niczym nie wie? Więc kurwa nie zwalaj na mnie całej winy, bo to nie ja zdradziłem matkę! - krzyczę. 
Zdaję sobie sprawę z tego co powiedziałem dopiero po tym, gdy słyszę głośniejszy płacz Emmy. Wtula się w nogi swojej mamy, a ona na mnie nie patrzy. Wiem, że przesadziłem, ale w tej chwili mam to w dupie. 
Nigdy więcej nie chcę mieć do czynienia z dziećmi. Sprawiają problemy i ryczą bez powodu. Jedynym dźwiękiem w pomieszczeniu jest płacz Emmy i to sprawia, że rzewnie mam dosyć. 

Anastasia's POV   

Od razu po otrzymaniu SMS-a od mamy, kieruję się w stronę domu Styles. Coś w środku mnie krzyczy, że kolejne widzenie Harry'ego nie skończy się dobrze. Odsuwam tę myśl na bok i pukam do drzwi, a po chwili wchodzę.
Od razu po przekroczeniu progu da się zauważyć, że atmosfera nie jest naturalna. Panuje dziwne napięcie, kiedy wchodzę głębiej, do środka. Wszyscy stoją na środku, a ich miny mnie przerażają. Harry jest poirytowany i ucieka wzrokiem (co raczej nie jest zaskakujące), twarze mamy i Eric'a są napięte, a Emma... cóż. Ona wtula się w nogi mamy i płacze.
- Co się tu stało? - pytam powoli. Harry wzdycha dramaturgicznie i odwraca się na pięcie, by po schodach udać się na górę. Aha.
- Chodź Emma. - mówi delikatnie Eric i dosłownie odkleja ją od mamy. - Musicie porozmawiać. - uśmiecha się delikatnie, po czym znikają za drzwiami kuchni.
- Mamo. - pospieszam.
- Och, więc... - zatrzymuje się. - Harry powiedział Emmie o tym, że jesteście... cóż, jesteśmy rodziną. Byłoby wszystko dobrze, gdyby nie wykrzyczał, że Eric zdradził jego matkę. - mówi cicho. - Emmie nie jest w stanie tego zrozumieć. Nie w wieku dziewięciu lat. - tłumaczy. Wiem jak bardzo wrażliwy jest dla niej ten temat, więc tylko obejmuję ją ramieniem zanim wchodzę po schodach.
- Co robisz? - pyta zdezorientowana.
- Idę z nim porozmawiać. - posyłam uspokajający uśmiech.
- Nastka. -  zatrzymuje mnie. - On nie chciał.
Kiedy dochodzę do drzwi, które prawdopodobnie są drzwiami do jego pokoju, nie pukam, lecz po prostu wchodzę. To ostatnia myśl, którą mogłabym się teraz przejmować. Harry leży na łóżku z wyciągniętymi nogami, trzyma w ręku telefon i irytuje mnie myśl, że nawet na mnie nie spojrzy. Chwilę zajmuje mi, bym przestała się na niego gapić i zmusiła się do mówienia.
- Harry.
Zaciska oczy i odkłada telefon.
- Boże, jak mogłeś jej o tym powiedzieć?! - prawie krzyczę. Pomijam to, co powiedziała mi mama.
- To przypadek. - wstaje i sekundę po tym znajduje się przede mną. Wstrzymuję powietrze. Jest blisko, zbyt blisko. - Kurwa, nie sądziłem, że powie: 'Pasowałbyś do Nastki' - przedrzeźnia Emmę. Nie wiem co powiedzieć. Emma jest jedyną, tak bardzo otwartą osobą jaką znam, a czasami jest to przytłaczające. Ale skąd mogła wiedzieć? Nikt nie raczył jej tego wyznać, ale wiedziałam, że to się wyda. Nie sądziłam, że tak szybko.
- Poza tym, to głupie, że przed nią to ukrywacie. Ma prawo wiedzieć, że jej ojciec nie jest twoim ojcem, a ja i ty jesteśmy rodzeństwem.

Harry's POV  

Nie wiem co skłoniło mnie do przyjścia tutaj. Dopiero teraz, kiedy stoję przed domem Anastasii, zdaję sobie sprawę z tego jak głupie to jest.
Dziwne uczucia mną szastały, kiedy Emma wychodząc wczoraj z mojego domu nie spojrzała na mnie nawet przed sekundę. Nie to, żeby mi na tym zależało.
Pukam, a raczej uderzam pięścią nie fatygując się nacisnąć dzwonka. Naciskam klamkę, a drzwi ustępują ku mojemu zdziwieniu. Nikogo nie dostrzegam w środku i kieruję się do kuchni. Jestem zdezorientowany, kiedy widzę Emmę, która wyrzuca jedzenie do kosza. Robi to dziwnie cicho, jakby bała się, że ktoś ją przyłapie.
- Co ty robisz? - pytam i wchodzę głębiej. Powinienem przejąć się tym, że nawet nie zdjąłem butów? Emma podskakuje i patrzy na mnie z przerażeniem. - Dlaczego to robisz?
Szybko przyjmuje smutny wyraz twarzy. Co jest z tym dzieckiem?
- Idź sobie, Harry. - próbuje mnie popchnąć, ale chwytam ją za ręce powstrzymując przed tym. Dziwnie na mnie patrzy, co uświadamia mnie w tym co robię. Puszczam ją i odbieram od niej talerz, który wkładam do zlewu.
- Czemu to zrobiłaś?
Czemu o to pytam? Obojętnie wzrusza ramionami i przyłapuję się na tym, że wciągam głośno powietrze.
- Odpowiedz mi, albo powiem twojej mamie, albo Nastce o tym, co przed chwilą zrobiłaś.
Cholera, nie wydałbym jej, ale ona o tym nie wie. Patrzy na mnie podejrzliwie i wiem, że chciałaby rzucić wrednym komentarzem, ale jej twarz po chwili łagodnieje i wiem, że tego nie zrobi. 
- Nie chcę tego jeść.
- Czemu?
- Bo nie.
Nie takiej odpowiedzi oczekiwałem, ale okej.
- To nie jest powód by to wyrzucać.
Styles, naprawdę? Kurwa, zebrało mi się na pouczanie Emmy?

***

Im więcej czasu siedzę na kanapie i oczekuję Anastasii, tym bardziej żałuję, że tu przyszedłem, a zaproponowanie jej imprezy wydaje się być banalnym i najbardziej zjebanym pomysłem. 
Wstaję z kanapy w momencie, w którym widzę mamę Anastasii wchodzącej do salonu. 
- O, Harry. Nie widziałam, że jesteś. - mówi miło. Wiem, że ma do mnie trochę żalu co do wczorajszych moich słów i ogólnej sytuacji.  
- Właściwie to już wychodziłem. - bujam się na piętach i czekam aż coś powie. 
- Przyszedłeś do Emmy? 
- Taa... Nie, właściwie to nie. - gubię się w słowach. Widzę, jak Victoria próbuje ukryć swój uśmiech, który pojawia się na jej twarzy. Skoro nie do Emmy, to oczywiste, że do Anastasii, a to wiąże się z tym, że oboje będę podekscytowani faktem, że próbuję nawiązać z nią jakikolwiek kontakt. 
- Przyszedłeś do Nastki? Cóż, nie ma jej tu. 
- Zdążyłem zauważyć. - burczę. 
- Och, um... Chodzi mi ogólnie, wyprowadziła się. - uśmiecha się lekko. Jest bardziej wyrozumiała niż myślałem. 
- Co? 
Nie dziwię się, że nic o tym nie wiem. Bo co po co miałbym? 
- Um... nie wiedziałem, że już znalazła mieszkanie.. - odzywam się. Brzmię jak idiota, wiem o tym. 
Podaje mi adres. Ciche 'dzięki' z moich ust zaskakuje mnie tak samo jak i ją. Wychodzę z ich domu i wsiadam do auta by jechać tam, gdzie mieszka.

Anastasia's POV 

Dziwi mnie pukanie do drzwi, ale pomimo wszystko idę je otworzyć. Nie mogę wydobyć z siebie słowa, kiedy widzę Harry'ego, który stoi w progu. Dziwnym sposobem nie chciałam, żeby wiedział gdzie mieszkam, ale teraz, kiedy go widzę, czuję się dziwnie miło. Byłam świadoma tego, że prędzej czy później dowie się o tym, że nie mieszkam już z mamą. 
- Um... cześć? - mówi cicho. Z trudem powstrzymuję uśmieszek, który pcha mi się na usta. Pstryka palcami przed moimi oczami.
- Po prostu dziwię się, że tu jesteś. Wejdź. - chichoczę, ale uspokajam się, żeby go nie spłoszyć. 
- W sumie to przyjechałem, żeby ci coś zaproponować.
- Co dokładnie? 
Nim odpowiada rozgląda się po pomieszczeniu i czuję, że chce dokuczyć mi tym, że wprowadziłam się do niewyposażonego mieszkania. 
- Imprezę. - uśmiecha się głupio. Krzywię się na jego propozycję, ale fakt, że cokolwiek zaproponował mi i to wiąże się ze spędzonym z nim czasem, rozprowadza dziwne ciepło w moim ciele. 
- I co? Co na niej niby będzie? Pijani ludzie, Rebecca tańcząca przy krześle? - prycham. Nienawidzę tego wspominać. To, jak wyciągnęła mnie na środek, bym tańczyła razem z nią przekraczało wszelkie granice.
- Rebecci tam nie będzie. Cóż, tak myślę. - wstrząsa ramionami.
- Okej?
- No nie daj się prosić. Kurcze, może być fajnie?
- Może być fajnie? Nienawidzę imprez. - marudzę. Śmieję się, kiedy wywraca oczami i mówi mi, że jestem nudziarą.
- Po prostu spędź trochę czasu ze swoim bratem. - uśmiecha się lekko.
Chichoczę tylko dlatego, żeby ukryć szok, jaki wywołał we mnie swoimi słowami. Patrzę na niego, a wszystkie przeciwności zdają się ulatywać wraz z rosnącym uśmiechem na jego twarzy.
- Niech będzie.



 *Jeśli przeczytałaś zostaw po sobie komentarz*

wtorek, 9 lutego 2016

Rozdział 17.

- Ona... cóż. - wzdycha. - Ona chce zerwać kontrakt. 
Mija kilkanaście sekund, zanim przysporzę to, co do mnie mówi.
- Jak to? - pytam. Jestem zupełnie wytrącona z równowagi i boję się, że zapomnę jak się oddycha. - Ona... ona nie mogła tego zrobić. 
Nie chcę w to wierzyć. Odkąd pamiętam, Cassie zawsze znajdowała wyjście z niewiadomo jak trudnej sytuacji. Czy to, że nie jedzie na Fashion Week tak bardzo ją zraniło? Oczywiście, że tak.
- Jogimi, powstrzymaj ją. - nakazuje. 
- Ana, nie mogę nic z tym zrobić. Nie zatrzymam jej tu na siłę, zrozum to. - podchodzi bliżej i próbuje uchwycić moje dłonie. 
- Czemu o nią nie walczysz? - narzekam. Robię mu wyrzuty, ale sądzę, że mam powody. 
- Szczerze? Czekałem na ten moment. 
Słowa tak łatwo wylatują z jego ust. Nie wierzę w to co słyszę i szczerze powstrzymuję się przed tym, by nie powiedzieć mu kilka słów o tym, co o nim myślę. 
- Nie wierzę w to. Zawsze o nas dbałeś, traktowałeś nas na równi, a teraz mówisz mi takie coś. Zmieniłeś się, Jogim. Może ja też powinnam odejść?! - nie panuję nad swoimi słowami i nim zdążam myśleć co robię chwytam za torebkę i jak najszybciej zbiegam schodami na najniższe piętro. Nie przejmuję się ani tym, że jestem w stroju na sesję, ani tym, że Jogimi wciąż woła moje imię. 
Następny dzień wydaje się być o wiele straszniejszy, kiedy przypominam sobie ile pracy jeszcze mnie czeka z moim mieszkaniem. Masa rzeczy, które jeszcze zostały w moim rodzinnym domu, jak najszybciej muszą znaleźć się z moim mieszkaniu, bym nie musiała tu już wracać. 
Schodzę na dół i staję w progu kuchni obserwując jak Emma grzebie w swoim jedzeniu. 
- Czemu nie jesz? - pytam, a ona podskakuje. - Przepraszam, nie chciałam cię wystraszyć. 
Sztućce, które są w jej dłoniach bezwiednie błądzą po makaronie, który ma na talerzu. Założę się, że sos jej wystygł, a to tym bardziej zniechęca ją do jedzenia. 
- Emma. - nalegam. 
- Nie chcę tego. - narzeka. 
- Musisz to zjeść. - mówię i wychodzę z kuchni. 
Prysznic odpręża wszystkie moje spięte mięśnie, aż nie chcę mi się go opuszczać. Jestem ponownie w kuchni, a Emmy zachowanie jest bynajmniej dziwne. Nerwowo porusza nogami, a jej wzrok jest wszędzie tylko nie na mnie. 
- O, widzisz jak ładnie. - pochwalam ją, widząc pusty talerz. Mimo to, mam małe wątpliwości co do jego opróżnienia. Uśmiecha się nerwowo. 
- Co robisz dzisiaj? 

***

Emma towarzyszy mi, kiedy odpakowuję składaną szafę, którą zamówiłam przez Internet. Jest w kolorze kremowym i znajduje się na niej pełno napisów. 
- Jest taka fajna! - piszczy, kiedy składam ją. Kręci się dookoła i dotyka ją kilka razy nim czyta na głos wszystkie napisy, które się na niej znajdują. 
Mieszkanie jest niewyposażone, ale zajmę się tym po FW, kiedy na moje konto wpłynie trochę pieniędzy. Mam łóżko i szafę, to najważniejsze. 
- Zbliża się najgorszy moment. - wzdycha i opada na podłogę. Krzyżuje nogi w kostkach i patrzy na mnie.
- To znaczy? 
- Niedługo się wyprowadzisz. - jej twarz jest smutna. - Będę spędzać tyle czasu sama, że się tego boję. - bawi się swoimi palcami. 
- Emma. Nie będę daleko. To wciąż jest to samo miasto, kochanie. - mówię delikatnie i sprawiam, że na mnie patrzy. 
- No ale, nie będę cię widzieć codziennie. Zanudzę się. - jej głos jest marudny. 
- Będziesz odwiedzać mnie tak często, ile będziesz chciała. Nawet pozwolę ci tu czasem nocować. - szturcham ją w policzek i słyszę jej głośny śmiech. 
- Taaak! - krzyczy podekscytowana. To niesamowite jak szybko potrafi jej się zmienić humor. - Zaprosimy też Harry'ego. Spędzimy taki... babski wieczór. - kiwa natarczywie głową.
- Emma. Babski wieczór nie może odbyć się w towarzystwie chłopaka. - śmieję się. Marszczy nos i mówi:
- Źle to ujęłam. 
Patrzę na nowo złożoną szafę, a moje myśli wędrują do mojego i Harry'ego spokrewnienia. Cóż... Emma jeszcze nie zapytała kim jest dla nas Harry. Przynajmniej nie mnie. Nie chcę wiedzieć jaka będzie jej reakcja, kiedy dowie się, że jesteśmy rodzeństwem... 

***

Harry's POV

Słyszę jak drzwi otwierają się, a chwilę później dociera do mnie podekscytowany krzyk Emmy. Wiem, że polubiła mojego ojca i jestem niemal pewien, że kiedy mnie zobaczy obsypie mnie milionami pytań lub przeprowadzi ze mną kolejny wywiad. To dziecko ze stwierdzonym ADHD. 
- Harry, możesz zejść, proszę? 
Cholera, wiedziałam, że będzie kazał mi zejść. Te przytłaczające 'rodzinne' obiadki są czymś co bardziej zniechęca niż ma zamiar pomóc w cholernym zapoznaniu siebie. Jestem niemal gotowy, by po raz kolejny ujrzeć długie, upodabniające się do patyków nogi, ale nigdzie ich nie dostrzegam. 
- Harry! Przyszedł Harry! 
Patrzę z przerażeniem, kiedy małe, paskudne stworzenie biegnie w moją stronę w podskokach. Jestem niewzruszony, kiedy rzuca się na mnie i przytula mnie tak jak kiedyś. Mam ochotę powtórzyć moje słowa o robieniu loda. 
- Dobra, wystarczy. - odklejam ją od siebie. 
- Nastka nie przyszła, bo ma sesję. - mówi mi od razu. Niekontrolowanie w moich myślach pojawia się ona kiedy wygina się przed kamerą. Nigdy nie mogę sobie tego lepiej wyobrazić. 
- Aha. 

***

Udało mi się uciec od głupiej, sztywnej atmosfery, ale byłem gotowy na to, że długo nie pobędę sam. Odkładam telefon, kiedy słyszę jak drzwi od mojego pokoju otwierają się.
- Nie wiesz, że się puka, kiedy wchodzisz do czyjegoś pokoju? 
Czemu zebrało mi się na pouczanie, skoro sam nigdy bym nie zapukał? 
Chcę by ta mała paskuda się do mnie zniechęciła, po prostu. 
Niewzruszona moimi słowami podchodzi powolnym krokiem w stronę łóżka i siada na nim ostrożnie. Jest zajęta rozglądaniem się po wszystkim, co się tu znajduje. 
- Halo. - przerywam jej. Przenosi na mnie szybko wzrok i widzę jak się uśmiecha. Z czego się tak cieszy? 
Słyszę brzęczenie telefonu i sięgam po niego. Rebecca.
'Nie widzę w tym żadnej przeszkody. Twój tata zdaje się mnie lubić, więc...' - gdyby tylko wiedziała, że mam u niego przesrane z tym, że nie jestem w związku z miłości tylko... kurwa. Słowa Anastasii przebiegają mi przez myśl. 
- Z kim piszesz? - przechyla się by widzieć ekran. Zakrywam telefon i marszczę na nią brwi.
- Jesteś strasznie ciekawska. - zauważam. To nie wielka nowość. 
Odpisuję szybkie 'taa' i patrzę na paskudę przede mną. 
- A ty strasznie niemiły. - fuka. Chcę się zaśmiać, ale zostaję cicho.
- No co ty. 
Gdyby wzrok mógłby zabijać, już dawno leżałbym martwy. Emma to stworzenie, które ma tyle energii, o której nikt - a przynajmniej ja - nie słyszał. Nigdy jej nie zrozumiem. 
- Co to? - zadaje kolejne pytanie. Szybko odpisuję Rebece, zanim patrzę jak z zaciekawieniem wyciąga moje projekty zza szafy.
- Cholera, zostaw to. - staję na nogi i w ułamku sekundę znajduję się przed nią. - Studiuję architekturę. - odpowiadam zwyczajnie i pozwalam jej obejrzeć jeden projekt. Wielkimi oczami patrzy na każdą prostą kreskę. To jest aż tak interesujące? 
- Nastka nie studiuje architektury. To dziwne. - marszczy brwi nie odrywając wzroku od dużego plakatu.
- Nie każdy musi ją studiować. - nic nie poradzę, ale śmieję się. Jej twarz pokrywa grymas, kiedy na mnie zerka i lekko mnie popycha. 
- Nie przeginaj. - mówię i łapię równowagę. Pozostawia projekt w moich rękach i odchodzi, by z powrotem usiąść na łóżku. 
- Fajne. Narysuj mnie kiedyś. - klaszcze w dłonie. 
- Śnisz. - prycham. 
- No weeeeź. - mówi przeciągle. 
Nic nie odpowiadam. Obserwuję ją dokładnie, bo w ciągu sekundy potrafi być w dziesięciu miejscach na raz. Kiedy patrzy na zdjęcie Rebecci, które kiedyś od niej dostałem, widzę, że marszczy brwi i nos. 
- Zostaw to. - karcę ją. Nie wytrzymałbym z nią godziny. Cholera, ledwo co daję sobie z nią radę teraz. Podchodzę i wyrywam zdjęcie z jej rąk. Nie to żeby mi na nim zależało, ale nienawidzę, kiedy dotyka wszystkiego co wpadnie jej w ręce. 
- Pasowałbyś do Nastki. - mówi cicho.
Co? 
Cholera, co ona mówi? 
Przełykam ślinę i nim zdążam pomyśleć, mówię:
- Jesteśmy rodzeństwem. To niemożliwe. 
- Co? - patrzy na mnie zdezorientowana. 
Kurwa. 
- Ty nic nie wiesz? 
Jest w totalnym szoku. Widzę to w jej szerokich oczach i cholera nie, niech nie zaczyna płakać. Rzuca się w stronę drzwi i wybiega z pokoju. Nie poradzę na to nic, że wybiegam za nią. 


____________________
Pewnie nikt nie spodziewał się rozdziału, co? :)  
Dodaję dzisiaj i naprawdę, naprawdę nie wiem kiedy następny. Mam nadzieję, że choć w najmniejszym stopniu się Wam spodobał. 
Proszę o wyrażanie swojej opinii, ponieważ będę BAAAARDZO za to wdzięczna. :) 
Pa. ♥


 
 *Jeśli przeczytałaś zostaw po sobie komentarz*

poniedziałek, 8 lutego 2016

Rozdział 16.

- Poczekaj. 
Wbrew moim myślom zatrzymuję się. Jestem skupiona tylko na głosie Harry'ego, który dotarł do moich uszu w tak szybki sposób. Odwracam się i widzę jak patrzy na mnie w oczekiwaniu. 
- Zaczekasz? - pyta. Jestem zdezorientowana spokojem z jakim wypowiada do mnie te słowa. Kiwam głową i obserwuję jak odwraca się, by skierować się w stronę tańczącej Rebecci. Ciężko jest mi patrzeć na jej posuwiste ruchy i to, jak podoba się to facetom. Harry mówi coś do niej. Z tej odległości zdążam zauważyć, że nieco zaostrzył swój ton głosu. 
- Harry. - wyczytuję z jej ust. Dziwnym sposobem nie chcę wiedzieć co do niej mówi. Chłopak kręci głową i niedbałym ruchem odsuwa Rebeccę od krzesła. Dziewczyna pojękuje i robi niezadowoloną minę, którą ma każdy obserwujący ją mężczyzna. Dziwi mnie postawa Harry'ego, ale czuję się dziwnie dobrze wiedząc, że moje słowa coś zdziałały. 
- Zajmijcie się swoimi sprawami. - Harry rzuca przez ramię w stronę gapiów, którzy nadal liczą na mały pokaz.
- Rebecca. - syczy, gdy dziewczyna zaczepia mocno swoje palce na jego ramieniu. 
- Co ona tu jeszcze robi? - rzuca niedbale w moją stronę. Chcę coś powiedzieć, ale Harry mnie wyprzedza. 
- Sama ją zaprosiłaś. 
Dziękuję, Harry. 
Dziewczyna marszczy brwi i robi kwaśną minę. Przyłapuję się na tym, iż współczuję Harry'emu, bo Rebecca niemal całym ciałem się o niego opiera. Jednak Harry nie narzeka i kieruje nas w stronę baru. Nim siadamy, Rebecca kilka razy zdąża się potknąć o swoje nogi, jednak Harry'ego ręka w szybkim geście ją łapie. Bagatelizuję zazdrość, kiedy dostrzegam jak opiekuńczy stara się być wobec niej.
- Siadaj. - nakazuje i czeka, aż dziewczyna wykona to, co zlecił. 
Przez chwilę czuję się jak nie na miejscu i rzeczywiście tak jest. Nikt nie zwraca na mniej uwagi. Muszę stąd wyjść. 
- Więc... - Harry zaczyna, lecz ręka Rebecci błądzi po jego torsie i czuję, że to go rozprasza. Karci ją, dziewczyna wydaje się być tym urażona, ale kontynuuje swoje ruchy. 
- Pytałem już po co przyszłaś, więc o to nie zapytam. Zapytam: dlaczego? 
Marszczę brwi na jego pytanie. Nie do końca wiem o co mu chodzi. 
- Co cię skłoniło do przyjścia tutaj? Praktycznie nic nie robisz. - zauważa. Za wszelką cenę zatrzymuję wzrok na jego zielonych tęczówkach, nawet wtedy, gdy błądząca ręka Rebecci po Harry'ego ciele korci mnie by spojrzeć w dół. 
- Wypiłam jednego drinka. . - uśmiecham się lekko. - Zazwyczaj tego nie robię, ale... 
- Cholera, Rebecca. - Harry patrzy na dół. Dziewczyna chichocze i powoli mam jej dosyć. Zachowuje się gorzej niż rozkapryszone dziecko. Teraz rozumiem, że Harry ma ją tylko i wyłącznie do... tego czego ma, bo najwidoczniej oczekuje ona tego w tej chwili i nie dociera do niej to, że Harry może być zajęty. Pragnie jego uwagi tylko dla siebie. 
- Cóż, ja naprawdę pójdę. - rzucam krótki uśmiech i wstaję z wysokiego krzesła. Unikam zwycięski chichot Rebecci i skupiam się tylko na tym, by się nie potknąć. 
- Anastasia, poczekaj. - Harry za mną woła. Nie zatrzymam się, nie zatrzymam się, powtarzam w myślach. Gdyby nie Rebecca nie wątpię, że rozmowa mogłaby potoczyć się w naturalny sposób i w taki, w jaki jeszcze nigdy nie było nam dane rozmawiać. Nadal czuję do niego niechęć przez wszystkie przykre rzeczy jakie powiedział do mnie od tych trzech tygodni, ale nie potrafię z nim nie rozmawiać. Mam tendencję do szybkiego przebaczania ludziom i w tej sytuacji jest to męczące. 
- Ana! 
Olewam jego wołania i skupiam się tylko na tym jak wiejący prosto we mnie wiatr ledwo co pozwala mi opuścić ten klub. 

***

- Nie przestawaj pozować! - zwraca uwagę Jogim. Za wszelką cenę próbuję w pełni skupić się na sesji, ale nie do końca mi to wychodzi, bo myśli o wczorajszej imprezie w Samiko zaprzątają moją głowę. 
- Przepraszam. - mówię, a ręce mi opadają. - Przerwa? 
- Była pięć minut temu, ale niech ci będzie. - wzdycha. 
Muszę się przyłożyć. Wiem o tym. Dni bardzo szybko lecą, a jedyne dwa tygodnie dzielą mnie od FW. Nadal nie mogę w to uwierzyć. 
- Stało się coś? - pyta i nalewa do dwóch szklanek soku. 
- Nic szczególnego. Po prostu robię się zbyt leniwa. - uśmiecham się, a Jogimi to odwzajemnia. 
- Jak w nowym mieszkaniu? Urządziłaś się już? 
- W pewnym sensie. Potrzebuję kilka wykończeń i zmian. Chcę zrobić wszystko po swojemu, by czuć się w nim dobrze. 
- Pamiętaj, że mnie zaprosiłaś. 
- Pamiętam. - kiwam głową i upijam łyk soku. - Głupie pytanie, ale... mogę je zadać? 
- Wal śmiało. Przyzwyczaiłem się. - uśmiecha się i dostaje ode mnie lekkiego kuksańca w bok. 
- Czy pieniądze z Fashion Week'u będą duże? - zagryzam wargę. Nigdy nie zależało mi na pieniądzach, pozuję dla przyjemności, ale potrzebuję ich. Nie chcę urządzać mieszkania za pieniądze mojej mamy, a tym bardziej Eric'a. 
- Na nasze konto wpłynie około kilkunastu tysięcy, z czego dwadzieścia pięć procent będzie dla ciebie. Zgaduję, że dostaniesz około pięciu kawałków. - oznajmia zamyślony. 
- To nie tak źle. - uśmiecham się. 
- Oczywiście. - kiwa głową. - Fashion Week jest niesamowicie ważny jako wypromowanie swojej modelki. Wiesz, że masz ogromne szanse, aby wyjechać potem do Nowego Jorku? - mówi, a mnie zatyka.
- Nowego Jorku? 
- No. Dziwne? - śmieje się.
- Nigdy nie myślałam, że będziesz oczekiwał ode mnie tak wiele. - uśmiecham się.
- A co myślałaś? - dziwi się. Im dłużej o tym rozmawiamy, czuję jak staje się podekscytowany. - Zwykłe zdjęcia, które robiłbym ci przez cały czas, byłyby tylko marnowaniem czasu. Nastka, czas ruszyć naprzód! - podchodzi do mnie i dźga mnie w brzuch.
- Wiem Jogim. Po prostu nie mogę w to uwierzyć. - śmieję się. Rozglądam się po ścianach, gdzie wisi pełno zdjęć moich i Cassie.
Cassie. 
- Um... Jogim? 
- Taa? 
- Wiesz może co z Cassie? - pytam niepewnie. Wciąż nie rozumiem tego, dlaczego o nią nie walczy. Wiele razy mówił mi, że Cassie jest zbyt niska na poważne sesje, ale dotąd dawał jej szansę. 
Bierze głęboki oddech nim zaczyna mówić. 
- Rozmawiałem z nią. Dokładnie piętnaście minut przed twoim przyjściem. 
- I co? 
Czuję bijące zdenerwowanie od Jogimi'ego. Unika mojego wzroku i nerwowo patrzy po podłodze.
- Ona... cóż. - wzdycha. - Ona chce zerwać kontrakt. 

__________________
Cześśśśśśśśśśśść! Obiecałam, że będę dodawać w ferie częściej rozdziały, ale musicie mnie zrozumieć, że mi się nie chciało. Prawie nie mogę wejść do mojego pokoju, bo mam taki bajzer. 
Czuję, że się wypalam. 


 *Jeśli przeczytałaś zostaw po sobie komentarz*